Ostatni spektakl Krzysztofa Garbaczewskiego zrealizowany w Łodzi podczas festiwalu Czterech Kultur nosi znamiona totalnie intelektualnego eksperymentu. Forma przekazu przekroczyła wszystkie tradycyjne metody kontaktu z odbiorcą. Powstała konstrukcja spektaklo-filmu w odrapanym, odpychającym podwórcu łódzkiej kamienicy. Kontekst dzieła Garbaczewskiego czyli “Samotność pól bawełnianych” Koltesa znakomicie wpisuje się w tę rzeczywistość ludzi umieszczonych na planszy zależności pomiędzy pieniądzem a biedą, czasem, namiętnością. Współczesny dealer obiera szatę kapitalizmu a klient staje się ofiarą własnych żądz. Całość zbudowana jest z kilkunastu scen, z których kilka mocno wbija się w pamięć.

Całość przedsięwzięcia oprawiona jest muzyką na żywo graną na podwórzu kamienicy, a naszym dodatkowym zmysłem postrzegania są wszechobecne kamery live, które tropią detale, ludzi i czas. Garbaczewskiemu przez ostatnie lata udało się zgromadzić wokół siebie konstelację wybitnych młodych artystów – tak było i tym razem; w pierwszej kolejności wymienić trzeba, stałego dramaturga Garbaczewskiego, Marcina Cecko, z aktorów Dominikę Biernat, Pawła Smagałę oraz jednego z najwybitniejszych polskich tancerzy, Tomasza Bazana. To wokół tej trójki będzie toczył się spektakl, skupiając się na gęstej relacji Smagały i Bazana (bez wątpienia to jedno z najbardziej faszynujących połączeń osobowości ostatnich lat na polskiej scenie teatralnej!), których obserwujemy we wstrząsającej i brutalnej scenie gwałtu. Biernat, jako realizator filmu porno, “reżyseruje” ofiarę (Bazan) i gwałciciela (Smagała). Bazan leżący na zimnym betonie, niemy i bezbronny, staje się emanacją współczesnego człowieka odartego przez kapitalizm, by chwilę później stać się towarzyszem Kobiety w Czarnym Futrze (Katia Goulioni), mówiącej głosem ludu, a zaraz potem udzielić ślubu młodej parze (Smagała i Goulioni). Smagała i Bazan spotykają się jeszcze raz, kiedy Bazan ociera Smagale twarz i niesie go niemal jak ciało Chrystusa. Te ikoniczne sceny Garbaczewski proponuje świadomie, jakby chcąc odcisnąć rozpaloną pieczęć tragicznej ironii na historii człowieka biednego.

Ciało staje się po raz kolejny kodem spektaklu Krzysztofa Garbaczewskiego: cielesność jest tutaj wyraźna i wydaje się wznosić nad wszechobecnym syfem i brudem, tak jakby ludzkie ciało mogło stać się ostatecznym sacrum i jedynym pozostałym schronieniem. Ciało to znajduje jednak swoje wyzwolenie w brutalnym, ostrym i bezkompromisowym traktowaniu.

Koniec performansu wieńczy mistrzowsko wykonana scena: oto widzimy Bazana w roli przewracającego się, ślepego żołnierza (?), chwytającego i gwałcącego młodą Żydówkę, krzyczącego po angielsku znamienne słowa “mamy tylko jedno słowo: miłość. Mamy jedną szansę: miłość”; całość rozgrywa się na oczach społeczności, która tutaj jest publicznością. Transakcja dokonuje się w postaci pojawiającej się córki, z którą chora “rodzina” znika w drzwiach kamienicy z towarzyszeniem krzyku ‘Izrael! Łódź!’. Na scenę wkraczają “cipedrapskuad” z całym aktorskim zespołem, by na końcu, w zbiorowym uniesieniu koncertu na żywo porwać ze sobą publiczność.

Można wiele zarzucić konstrukcji tego przedstawienia, jednak jednego możemy być niemal pewni: Cecko, Bazan, Smagała, Biernat i inni pracujący z Garbaczewskim budują nowe i całkowicie oryginalne jakości w polskim teatrze. Niewykluczone, że głos właśnie tych artystów będzie już niebawem jednym z najważniejszych na polskiej mapie teatralnej.

R. Rafowski o spektaklu PIOTRKOWSKA 37 w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego