Tomasz Bazan w operze Philipa Glassa A MADRIGAL OPERA w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego. Spektakl 20,21,22 stycznia 2017 odbyły się w Auli bł.Jakuba w klasztorze Franciszkanów w Krakowie.

Philip Glass – A Madrigal Opera, opera w permanentnym toku. Wszystko, co prócz muzyki możemy wyczytać z partytury A Madrigal Opera Philipa Glassa to data kompozycji (rok 1979) i obsada (sześć głosów: sopran, dwa mezzosoprany, tenor, baryton, bas oraz skromne instrumentarium – skrzypce i altówka). To czteroczęściowa kameralna opera pozbawiona określonego libretta, dzięki czemu może być konstruowana przez reżysera podług jego wyobraźni, może być dowolnie kształtowana dramaturgicznie, jedynym drogowskazem jest kompozycja Glassa. A drogowskaz to sylabiczny, repetytywny i pełen napięć, szczególnie dobrze wyczuwalnych w ascetycznej strukturze utworu. Z tą przejrzystą i emocjonalną materią zmierzą się muzycy Capelli Cracoviensis i Krzysztof Garbaczewski, utalentowany reżyser teatralny młodego pokolenia, tyleż kontrowersyjny, ile błyskotliwy, umiejętnie eksperymentujący z wykorzystaniem w spektaklach nowych mediów

Artyści:
Capella Cracoviensis
Krzysztof Garbaczewski – reżyseria
Michalina Bienkiewicz – sopran
Helena Poczykowska – mezzo-sopran
Łukasz Dulewicz – alt
Piotr Szewczyk – tenor
Dominik Kujawa – baryton
Michał Dembiński – bas

Radosław Pujanek – skrzypce
Aneta Dumanowska – altówka

Modjeska Group:

Tomasz Bazan, Małgorzata Gorol, Hiroaki Murakami, Paweł Sakowicz, Iza Szostak, Karol Tymiński – choreografia i performans

Sławomir Blaszewski – kostiumy
Krzysztof Garbaczewski – reżyseria
Bartosz Nalazek – reżyser świateł
Katarzyna Naliwajek – dramaturgia
VRfromafrika: Jacek Naruniec, Marek Kowalski – video

Wykonania odbywają się za zgodą Dunvagen Music Publishers Inc.

 
 
 

W inscenizacji “A Madrigal Opera” Philipa Glassa Krzysztof Garbaczewski pokazał odpychającą momentami wizję początku i końca świata, spójną z surowym charakterem muzyki. W Krakowie trwa Opera Rara, już nie jako cykl barokowych oper w koncertowych wykonaniach, ale festiwal o większej różnorodności repertuarowej. Wszystko pod nowym kierownictwem – Filipa Berkowicza zastąpili szef Capelli Cracoviensis Jan Tomasz Adamus i Robert Piaskowski. Opera Rara, czyli opera rzadka, rarytas, w tym roku wykracza poza barok. Stąd „Halka” Stanisława Moniuszki, ale ta mniej znana, „wileńska”, w dwóch aktach (premiera 31 stycznia). A także „A Madrigal Opera” Philipa Glassa. Premiera tej ostatniej odbyła się 20 stycznia.

Glass, któremu 31 stycznia stuknie osiemdziesiątka, autor kilkunastu dzieł muzyczno-teatralnych, to na polskich scenach rzadkość. W 2000 r. w Teatrze Wielkim w Łodzi pokazano jego „Echnatona”, w 2009 r. w Operze Narodowej w Warszawie „Zagładę domu Usherów” zrealizowała Barbarę Wysocka. „A Madrigal Opera” wyreżyserował Krzysztof Garbaczewski, gorące, kontrowersyjne nazwisko (niedawno Stary Teatr w Krakowie wystawił jego adaptację „Kosmosu” Witolda Gombrowicza).

Einstein na plaży.

Niespełna trzy lata temu Garbaczewski wyreżyserował w Operze Narodowej w Warszawie dwie polskie opery współczesne – światowe prawykonanie „Zwycięstwa nad słońcem” Sławomira Wojciechowskiego i „Solarize” Marcina Stańczyka. Z tamtych spektakli zapamiętałam wyzywający chaos na scenie i atrapę wielkiej gałki ocznej, turlającą się po podłodze i unoszącą nad aktorami. „Piramida bzdur, którą zabiła nijakość, w sumie porażka” – pisała w „Ruchu Muzycznym” Ewa Szczecińska.

„A Madrigal Opera” bardziej mu się udała. Wprawdzie pozostała nijakość, zwłaszcza po stronie tancerzy, ale reżyser zaintrygował mnie wyobraźnią i zaskakującymi metaforami. Stworzył własną wizję, ale spójną z charakterem muzyki Glassa. „A Madrigal Opera” właściwie nie jest operą, ale utworem muzycznym bez żadnej pozamuzycznej treści, ale przeznaczonym na scenę. To obrazy do słuchania. Glass napisał ją w 1979 r., w trzy lata po swoim wielkim sukcesie, jakim okazała się opera „Einstein on the Beach” w reżyserii Roberta Wilsona, prototyp opery bez libretta, w której solistów zastępują instrumenty muzyczne i chór. W takim właśnie dziele oddającym szerokie pole inwencji reżysera, Garbaczewski poczuł się wygodnie.

Kopulacja ludzi uwięzionych w kamieniu

Skład wykonawców to: skrzypce i altówka solo, mały chór mieszany i tancerze. Garbaczewski i autorka choreografii, Izabela Szostak mają ucho do Glassa. Jego muzyka zmienia ruch i nurt, wiruje w nieskończoność, wydaje się, że jest monotonna i nie rozwija się. Ale przecież ewoluuje poprzez nieznaczne przesunięcia rytmu, pulsu, współbrzmień. W tym ruchu nie ma punktu dojścia – muzyka porusza się i zarazem stoi w miejscu.

Garbaczewski zbudował abstrakcyjną narrację zbudowaną ze zdarzeń, ruchu, obrazów, sytuacji bez rozwinięcia, etiud aktorskich. Wszystko to rozgrywa się bez słów. Spektakl odbywał się nie w teatrze, ale w klasztornej auli błogosławionego Jakuba, którą franciszkanie wynajmują na wydarzenia artystyczne – w przypadku teatru Garbaczewskiego decyzja obarczona ryzykiem.

Na wielometrowej czarnej macie umownie zaznaczonej jako scena, a może jakieś czarne, arktyczne wody, poruszały się białe bryły, góry lodowe. To jeden z ciekawszych pomysłów, plastyczna metafora chłodnych, minimalistycznych struktur muzyki Glassa. Pod wielkimi białymi płachtami materiału kryli się aktorzy-tancerze (Izabela Szostak, Jaśmina Polak, Tomasz Bazan, Karol Tymiński, Paweł Sakowicz). Rozgrywali różne sytuacje: ożywiona, plastyczna masa wciąga człowieka i go pożera, to znów otwiera się i z jej wnętrza wychodzi na świat nagi mężczyzna ze wszystkimi atrybutami płci (Garbaczewski chętnie rozbiera aktorów). Pojawia się figura jak z platońskiego mitu o miłosnej pełni: dwaj mężczyźni złączeni ze sobą głowami nakrytymi pokrowcem. Tuż obok aktorzy owinięci białą płachtą symulują kopulację ludzi uwięzionych w kamieniu.

Garbaczewski stworzył serię ruchomych, niekiedy odpychających obrazów, jakby z początku świata i kształtowania się materii – ożywionej, nieożywionej, tworzenia się mitów i archetypów. Albo z jego końca, gdy ludzie zatracają człowieczeństwo zamieniając się w wapienne bryły lub pełzają w pustce.

Taniec Szamana

Ten klimat pasował do muzyki Glassa. Z jednej strony precyzyjnie skomponowana, z drugiej – dzieło otwarte, z którego ma się dopiero wykluć forma sceniczna. Nie przedstawia ona emocji, jest jak monolit, ale rozmiękcza ją obecność człowieka: cielesność tancerzy – pot, mięśnie i zapach jako kontrapunkt dla surowego charakteru muzyki.

Jest jeszcze jeden jej aspekt, którego kwintesencją jest „Closing”, ostatni muzyczny element pięcioczęściowej „A Madrigal Opera” – muzyka staje się tu gorąca, ma swoje apogeum.

U Garbaczewskiego pięciu tancerzy wykonuje coś w rodzaju rytualnego tańca, powtarza sekwencje umownych gestów i figur. Szósty zaś spala się w tańcu indywidualnym, jak kapłan, szaman, sam Bóg lub ofiara składana bogom. Są jak sceniczne odzwierciedlenie partytury na chór i grających solo skrzypka (Radosław Pujanek) i altowiolistkę (Aneta Dumanowska).

Powtarzalność ma wprowadzić w hipnozę, w trans. Pomysł ciekawy, gorzej z wykonaniem, przy czym nie chodzi o muzyków, ale o tancerzy tworzących grupę mało precyzyjną i niedopasowaną, jeśli chodzi o ekspresję ciała. Gdyby oddać tę scenę bardziej zdyscyplinowanemu i wyrazistemu zespołowi, cięłaby jak ostrze noża.

Anna Dębowska / Gazeta Wyborcza Kraków