DAYS FOR DANCING pisze Marta Seredyńska

Rendez-vous z… Tomaszem Bazanem To nie będzie typowa recenzja. To nie będzie też opis spektaklu. Spektaklu przecież tutaj nie było. Kuratorki festiwalu – Katarzyna Bester i Jadwiga Majewska – zapewniły publiczności atrakcję, która w pewien sposób stała się odpoczynkiem, wymarzoną pauzą między jedną partią spektakli a drugą.

Wiele osób ekscytowało się tym spotkaniem. Tomasz Bazan – tancerz, choreograf – będzie dostępny przez dwadzieścia minut tylko dla jednej osoby. Co jednak się stanie? Jak będzie wyglądało to indywidualne zderzenie z artystą? Co mu powiedzieć?

Kiedy przyszłam na umówioną godzinę, pod salą siedziała jedna osoba. Poczułam się jak w kolejce u lekarza – oto Tomasz Bazan będzie nas teraz uzdrawiał, spełniając nasze życzenia. Wejście do sali konferencyjnej nie było jednak tak stresujące. Znamy się przecież, więc nie boję się tego spotkania. Zastanawiam się jednak, czy nie jest to utrudnieniem. Gdybym była anonimowym widzem, może łatwiej by mi było wyrazić swoje potrzeby? Teraz jednak rozmawiamy bardzo swobodnie, nie przejmując się tym, że nagrywa nas Patrycja Płanik (co powstanie ze wszystkich wykonanych przez nią nagrań?).

Nie wyobrażałam sobie wcześniej tego spotkania. Nie planowałam, co powiem, gdy staniemy twarzą w twarz. Intuicyjnie czułam jednak, że mam pewne potrzeby, które chciałabym zaspokoić. Interesuje mnie bowiem dotyk drugiej osoby. Dlatego ta prośba nie była imaginacją wielkiej choreografii, którą chciałabym zobaczyć. „Poprowadź mnie dotykiem” – to właśnie usłyszał ode mnie artysta. Zasłonił mi oczy i rozpoczęliśmy próbę mojego względem niego zaufania.

To niesamowite doświadczenie. Dotykał mnie opuszkami palców, jakby właśnie rzeźbił człowieka z dotąd nieznanej materii. Co chwilę zmieniał ułożenia moich rąk, prowadził za sobą, zmieniał kierunki działania. Początkowo nie czułam się pewnie, po chwili jednak wiedziałam, że jestem bezpieczna, że nie stanie się nic, czego bym nie chciała. Najprzyjemniejsze były jednak momenty, kiedy artysta dotykał moich dłoni, zmieniał ułożenia palców. Był wtedy bardzo subtelny i delikatny, a zarazem zdecydowany. Po pewnym czasie zorientowałam się, że pewne gesty się powtarzają – czy oznacza to, że jednak tworzymy jakąś choreografię? Kiedy skończyliśmy, wyjaśnił mi, że były to ruchy pochodzące z jednego z jego spektakli. Zupełnie nie zauważyłam. „Płynęłam”, prowadzona siłą i ekspresją tancerza. Odpoczywałam w tym tańcu. Rendez-vous z Tomaszem Bazanem było niczym relaksacyjny „masaż duszy”, pozwalający nabrać sił na kolejne festiwalowe wydarzenia. Ciekawe, czego podczas tego spotkania doświadczyli inni?

Marta Seredyńska ‚KROKI’ festiwal – Kraków 26 marca 2014